Bierzmy przykład ze Skandynawii

2017-08-01 02:00:00 (ost. akt: 2017-07-18 17:40:05)

Podziel się:

Stanisław Gomułka

Stanisław Gomułka

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

O kierunkach zmian gospodarczych w Polsce, programie 500 plus, bezrobociu i pomysłach na Warmię i Mazury, jednymz najbiedniejszych regionów Unii Europejskiej, rozmawiamy z prof. Stanisławem Gomułką, głównym ekonomistą Business Centre Club.

— Czytałem opinię pana profesora z początku roku, która odnosiła się do prognoz PKB na 2017rok. Przestrzegał pan przed „mocno niepewną prognozą wzrostu”. Mamy połowę roku
i okazuje się, że nie jest tak źle.
— Jest kilka przyczyn tego, że obawy do końca się nie potwierdziły. Po pierwsze, mamy silniejsze odbicie w strefie euro, niż prognozowano. Nie jest ono jakieś gwałtowne, ale wyraźne. Dzięki eksportowi do Unii Europejskiej tempo wzrostu jest całkiem wysokie. Drugą przyczyną lepszych wyników jest brak spadku inwestycji w sektorze prywatnym. Przy czym inwestycje w pierwszym kwartale, choć wyższe niż rok temu, są nadal nieco niższe niż dwa lata temu. Głównym czynnikiem napędzającym koniunkturę jest dziś konsumpcja. I nawet nie chodzi tutaj o program 500 plus, tylko głównie o to, że płace realne wzrosły.
Co warto podkreślić, poprawa sytuacji dotyczy wyników za pierwszy kwartał. W stosunku do ubiegłego roku nie jest ona jakaś duża. Już pod koniec ubiegłego roku można było się spodziewać, że dojdzie do pewnego odbicia w inwestycjach współfinansowanych przez Unię Europejską i tak się stało.
Nie zapominajmy, że mamy załamanie inwestycji w sektorze publicznym i to na całkiem dużą skalę. Tempo wzrostu w ubiegłym roku należało przecież do stosunkowo skromnych. Inwestycje spadły o blisko osiem procent w stosunku do 2015 roku.

— Warto odnotować również spadek bezrobocia.
— Co prawda mamy duży dopływ pracowników z Ukrainy, ale w ciągu najbliższych lat będzie nam brakowało rąk do pracy, co wpłynie negatywnie na wzrost gospodarczy. Źle na rynku odbije się również reforma emerytalna. Odczujemy to już w czwartym kwartale tego roku. Jeżeli chodzi o finanse publiczne będzie to koszt rzędu 0,5 punktu procentowego PKB. W kolejnych latach jeszcze więcej. Myślę więc, że poprawa jest krótkoterminowa.

— Wspomniał pan o programie 500 plus. Nie możemy nie poruszyć go, rozmawiając o gospodarce Warmii i Mazur. To najbiedniejszy region w Polsce, gdzie rodziny wielodzietne szczególnie skorzystały z tego programu. Już niedługo po jego wprowadzeniu widać było, jak mieszkańcy wymieniali stare tapczany na nowe, podobnie sprzęt AGD... Czy ten program w przyszłości ma szansę przetrwać?
— Oczywiście, że poprawa statusu rodzin wielodzietnych jest widoczna. Konsumpcja prywatna wzrosła prawie o 4 proc. rok do roku. Jest niewątpliwie duża. Program 500 plus trafia głównie do regionów wiejskich i tam poprawa jest najbardziej widoczna. Zachodzi tylko pytanie: co dalej z inwestycjami w sektorze prywatnym? Będzie coraz trudniej znaleźć pracowników, a po drugie można oczekiwać silniejszego wzrostu płac, czyli kosztów robocizny. Czynnikiem, który może powodować wzrost ryzyka, są nowe inicjatywy prawne.

— Co pan ma na myśli?
— Chodzi o uszczelnianie systemu podatkowego. Choć jest ono wskazane, ważna jest jednak umiejętna interpretacja przepisów przez urzędników. Przedsiębiorcy odczuwają niepewność. Samo podejrzenie będzie wystarczało, aby przejąć firmę prywatną przez państwo. Prognozowane są bardzo dotkliwe kary łącznie z długoletnim więzieniem, nawet w niejednoznacznej sytuacji. O tym przedsiębiorcy rozmawiają. Co prawda nie ma jeszcze ostatecznych decyzji, bo ustawy są dopiero dyskutowane, ale jeżeli będzie coraz więcej takich negatywnych informacji, to w najbliższych latach będzie miało wpływ na zwiększenie ryzyka inwestycyjnego.

— Jakie jeszcze są zagrożenia?
— Wspomniany wzrost płac wiąże się ze wzrostem inflacji, a ta ze wzrostem stóp procentowych. To nie jest kwestia najbliższych miesięcy czy kwartałów, ale już w 2018 roku bardzo prawdopodobne. Proszę zaobserwować, co takiego dzieje się w Stanach Zjednoczonych, tam stopy procentowe były już podnoszone kilka razy i jest zapowiedź dalszego wzrostu. Może to mieć wpływ na decyzje inwestycyjne również w naszym kraju. Inwestorzy chcą wiedzieć, jak stopy procentowe będą się kształtowały w najbliższych latach, bo inwestycja jest decyzją długofalową.
Należy również powiedzieć o deficycie finansów publicznych, który w tym roku przewidziany jest na około 60 mld zł, czyli trzy procent PKB. To blisko poziomu maksymalnego.

— Jak do tej pory deficyt na ten rok wynosi zaledwie kilkanaście miliardów złotych, kto wie, ile będzie wynosił więc na zakończenie roku...
— To nie jest nic nadzwyczajnego, bo największych zmian w kierunku pogorszenia należy się spodziewać dopiero w czwartym kwartale roku. Jak na razie deficyt przewidziany jest na około 60 mld zł i tę liczbę trzeba brać na poważnie.

— Powróćmy na Warmię i Mazury... Należymy do najbiedniejszych regionów w Unii Europejskiej. Wiele osób, szczególnie młodych stąd wyjeżdża. Czy jest jakaś rada na to, aby ich zatrzymać? Czy turystyka może być kołem rozpędowym gospodarki regionu?
— Turystyka odgrywa bardzo dużą rolę w południowej Europie, w Grecji czy we Włoszech. Do pewnego stopnia we Francji oraz w Hiszpanii. Sytuacja polityczna w północnej Afryce oraz na Bliskim Wschodzie wpłynęła na jeszcze większą popularność tych krajów, jako kierunków turystycznych.
Niestety Polska nigdy nie będzie tak atrakcyjna pod kątem turystycznym jak Włochy czy Hiszpania, pewien potencjał jednak jest. Lasów czy jezior w północnej Polsce nie brakuje. Atrakcyjność regionu więc rośnie. Trzeba jednak o to wszystko dbać i potrzebne jest należyte podejście, również naszego rządu.

— A propos rządu, czy widzi pan jakiś pomysł na to, aby pomóc biedniejszym regionom na podgonienie tych bogatszych...
— Przecież mamy gospodarkę rynkową, nie można więc liczyć na pomoc ze strony rządu. Wypada tylko oczekiwać, aby mniej przeszkadzano.

— To prawda, ale mamy przykłady państw w Europie, chociażby Francji, gdzie protekcjonizm funkcjonuje.
— Z tym Francuzi mają wielki problem. W tym momencie wybrany został nowy prezydent, który chce wprowadzać niezbędne reformy. Francja nie może być dla nas dobrym przykładem, bo jest on negatywny. Czekają ich takie reformy, jakie miały miejsce w Niemczech za kanclerza Gerharda Schroedera. Dla nas przykładem powinny być Niemcy i kraje skandynawskie. Z jednej strony dają sobie nieźle radę z obszarami biedniejszymi, a z drugiej strony dbają o finanse publiczne. Drastycznym przykładem jest Szwecja, gdzie w ciągu kilkunastu lat nie było deficytu budżetowego, a dług publiczny mocno zmalał w relacji do PKB. To są skutki odejścia od polityki gospodarczej, jaką Szwecja prowadziła wcześniej.

Wojciech Kosiewicz
w.kosiewicz@gazetaolsztynska.pl



Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB