Żona mówiła: załóż swoją firmę

2018-04-05 15:30:00 (ost. akt: 2018-04-05 15:35:54)

Podziel się:

Autor zdjęcia: archiwum

NA SWOIM\\\ — W wolnych chwilach maluję i jeżdżę motocyklem. Kiedy wyjeżdżam na wakacje, to wyłączam telefon. Mam zaufanych ludzi, którzy zostają na miejscu — mówi Piotr Rólka, właściciel jednej z większych firm meblarskich w regionie.

Piotr Rólka mieszka w podnidzickim Kozłowie. W branży meblarskiej działa praktycznie od zawsze. W 1996 roku rozpoczął pracę w firmie produkującej meble. I tak już zostało. Nigdy nie działał w innej branży.

— Przez pierwsze dwa lata zajmowałem się tapicerowaniem. Później zacząłem piąć się w górę. Kolejną czynnością, którą wykonywałem, było modelowanie. Polegało to na tym, że przyjeżdżały do nas gotowe wzory z Niemiec, musiałem je rozebrać, skopiować i nauczyć innych wykonywać podobne — wspomina Piotr Rólka. Uczył się tworzenia mebli od zaprojektowania do wykonania. Mimo że pracował u kogoś, cały czas miał w głowie myśl, że chciałby stworzyć coś swojego.

— Wiedziałem, że zdobyte doświadczenie kiedyś zaowocuje. Jasno określiłem cel. Nie myślałem, że chciałbym pracować na swoim, tylko że będę pracował na swoim. I to chyba było moją receptą na sukces — mówi właściciel firmy Colet.
W 2002 wyjechał do Warszawy.

— Wcześniejsza firma, w której pracowałem, upadła i zostałem bez grosza. Musiałem gdzieś pracować, dlatego wyjechałem. Moim zadaniem było projektowanie i realizacja projektu od początku do końca. Jechałem do klubu, w którym właściciel mówił np. chcemy tu kanapy z oparciem, które mają wyglądać tak i tak. Musiałem to wszystko narysować, później jechać do firmy, zebrać materiały i wykonać zlecenie według wytycznych klienta. Co ciekawe, to właśnie w Warszawie wykonałem kanapę pikowaną w karo. Podobny projekt był pierwszym, który sprzedałem do Szwecji, będąc już na swoim — wspomina Piotr Rólka.

Po powrocie do Kozłowa ponownie zatrudnił się w firmie meblarskiej. Szybko awansował na stanowisko kierownicze. — Czułem, że jest to maksimum, które mogę osiągnąć, pracując u kogoś. W 2011 roku zacząłem wykonywać pierwsze wzory w garażu, a rok później zwolniłem się z firmy i zacząłem pracować już na własny rachunek. Stwierdziłem, że to jest ten czas. Znalazłem ludzi, agenta i tak się zaczęło. Można powiedzieć, że to, co sobie zaplanowałem, wykonałem — wspomina właściciel firmy Colet.

Jak twierdzi, udało mu się, bo spotkał odpowiednich ludzi w odpowiednim czasie.

— Nigdy nie jest tak, że coś osiąga się samemu. Przez te wszystkie lata wiele się nauczyłem. I miałem też szczęście — przyznaje. Prawie rok pracował sam w garażu. Zaczął współpracować ze szwedzką firmą. — Szwedzki rynek jest bardzo hermetyczny. Jeżeli jednak zdecydują się z kimś współpracować, są bardzo lojalni. Rok sprawdzali, czy dam sobie radę. Okazało się, że moje wzory były dobre i spełniały ich oczekiwania. Dostawałem coraz większe zamówienia. W pewnym momencie okazało się, że wykonany przeze mnie projekt nie mógł zmieścić się w garażu. Wtedy podjąłem decyzję o wynajęciu większego pomieszczenia. Docelowo planowałem też zatrudnić 15, maksymalnie 20 osób — wspomina.

W 2013 roku zatrudnił pierwszego pracownika, a rok później wynajął pomieszczenie po piekarni w Kozłowie. — Zaczęło wpływać coraz więcej zamówień. Tak naprawdę sam nie wiem, kiedy to wszystko tak się rozwinęło. W 2015 roku kupiłem halę o powierzchni 1000 metrów. Totalną ruinę do generalnego remontu. Przerobiłem ją i powiększyłem do 4500 metrów. Wszystko wyremontowane na standard zachodni — zaznacza Piotr Rólka.

Poznał handlowca Daniela Campeau i zawarli umowę partnerską. To, co Piotr wyprodukuje, Daniel sprzedaje. — Tak naprawdę większość marzeń, które miałem, już spełniłem. Miałem też szczęście. Nikt mnie nie oszukał, kierowałem się instynktem i nie zawarłem żadnej niekorzystnej umowy — mówi.

Obecnie produkuje łóżka dla Niemców, Szwajcarów i Austriaków. Wysyła pierwsze projekty do Hiszpanii, Holandii i Stanów Zjednoczonych. Chciałby działać w 50 proc. w Stanach i w 50 proc. na terenie Europy, bo jak zapewnia, tak byłoby bezpiecznie. W 2014 roku przestał pracować fizycznie i wszystkie siły skupił na organizacji i zarządzaniu. Projekty zatwierdza sam.

— Mam modelarza, który jest tak jakby moimi rękoma. Zatwierdzam projekty i przeprowadzam negocjacje. Kieruję się zasadą ,,ufaj, ale kontroluj" — zaznacza właściciel firmy Colet. Od stycznia firma z jednoosobowej działalności gospodarczej przekształciła się w spółkę. — Moim wspólnikiem została żona, która wspierała mnie przez te wszystkie lata. Bez jej pomocy na pewno nie zaszedłbym tak daleko. To ona "wjeżdżała mi na ambicje", motywowała, bym w końcu poszedł na swoje — podkreśla.

— Lubię to, co robię i chyba dobrze mi to wychodzi. Mam naturę artystyczną, w wolnych chwilach, których mam niewiele, maluję i jeżdżę motocyklem. Dwa razy w roku wyjeżdżam z rodziną na wakacje. Wyłączam wtedy telefon i staram się nie myśleć o pracy. Mam zaufanych ludzi, którzy zostają na miejscu. Większość znałem jeszcze zanim zaczęliśmy razem pracować. Przy prowadzeniu własnej firmy do odpoczynku też trzeba dojrzeć — podkreśla Piotr Rólka.

Zuzanna Leszczyńska
z.leszczynska@gazetaolsztynska.pl


Na swoim: W naszym cyklu pokazujemy małe firmy. Te które działają od lat i te, które dopiero startują. Rozmawialiśmy już z przedsiębiorcami z Olsztyna i Ełku, ale też z Tuszewa koło Lubawy i Idzbarka koło Ostródy. Jeżeli chcecie, żeby z Wami porozmawiać, napiszcie do mnie na Facebooku.
Igor Hrywna


Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB